Wiem, że mając kamerę chciałbyś zakupić do niej stabilizator, najlepiej taki, który zniweluje nawet drgania w przypadku trzęsienia ziemi. Bo przecież mówiono, że obraz nigdy nie powinien mieć żadnych drgań. A co jeśli tak się stanie? Niech wyjątek potwierdzi regułę.

Kamera z ręki jest trudna. Nie ma wspomagaczy. Liczy się to co potrafisz wycisnąć ze swojego ciała. Określenie „kocie ruchy” jest tu jak najbardziej na miejscu.

Najprostszym zabiegiem jest więc przestawić swoje urządzenie na 60, 100 lub więcej klatek. Im więcej ich zmieścisz w jednej sekundzie tym mniejsza szansa, że nagranie będzie poruszone. Ale tak robią wszyscy, którzy mają ku temu możliwość (łącznie ze mną). Na szczęście jest wiele innych zabiegów, które pozwolą uzyskać ciekawe efekty. Kinematografia to przecież wielka sztuka improwizacji.

Didaskalia

Przede wszystkim należy się pogodzić z tym, że ruchy z ręki nigdy nie będą w stu procentach takie jak ruchy ze stabilizatorem. Ma to też jednak swoje plusy. Ale o nich poniżej.

Sposób pierwszy. Do przodu

Zacznij o dobrego złapania kamery dwoma rękami. Ugnij nogi w kolanach. Ręce zgięte w łokciach, blisko ciała. Spróbuj w ten sposób zrobić krok. Powinien być niewielki. Ręce powinny reagować na ruchy ciała i je amortyzować. Jeżeli dobrze opanujesz tę sztukę to przy odpowiedniej nawierzchni (i dobrych butach) będziesz w stanie na kilka kroków „udawać” ruchy stabilizatora. Bez konieczności wykorzystania slow motion.

Sposób drugi. Ruch w bok

Wielu myśli, że kamerą powinno się wykonywać wielkie, zamaszyste ruchy. Niekoniecznie. Czasem niewielki ruch to wielki efekt. Również podczas horyzontalnych ujęć wykonywanych jedynie z ręki.

Stojąc w delikatnym rozkroku, ugnij kolana, złap kamerę przed sobą i przechylaj się delikatnie wykorzystując jedynie swoje biodra. Nie musisz robić kroku. Ruch samym ciałem. Rękami wyrównuj poziom, tak żeby nie robić ruchu wahadła. Jeżeli wykorzystasz w kadrze pierwszy i drugi plan (gdzie pierwszy plan będzie wyjątkowo blisko kamery) efekt może być naprawdę filmowy.

Ze statywem

Dla tych, którzy nie czują się pewnie bez akcesoriów, a gimbal to dla nich spory wydatek to proponuję skorzystać z usług statywu. Oprócz wiadomych funkcji, niektóre z nich mogą stać się dobrym zamiennikiem stabilizatorów.

Jeżeli posiadasz takie urządzenie w swojej filmowej szafie, przyjrzyj się mu dokładnie. Sprawdź, czy rozstawiając trójnóg możesz je ustawić w pozycji „rozgwiazdy” – równolegle do ziemi. Dzięki temu zbudujesz urządzenie na wzór steadicam. Jednak ta metoda wymaga znacznie większej nauki. Przydaje się też siła w rękach ponieważ po kilku chwilach poczujesz ile waży każdy gram twojego sprzętu. Mam nadzieję już niedługo (kiedy wreszcie będziemy mogli wyjść z domu) przedstawię tę metodę w nagraniu video.

Drgania nie są takie złe

Pamiętacie Blair Witch Project? Słynny film po którym wielu bało się wchodzić do lasu. Kamera z ręki dodawała realizmu, biegaliśmy za bohaterami, byliśmy uczestnikami akcji. Film miał budżet w wysokości zaledwie kilkudziesięciu tysięcy dolarów. Trzeba było improwizować. Wadę zamienić w zaletę. Opłacało się. I to bardzo.

Oczywiście nie zachęcam do spuszczenia gardy. Do lenistwa. Każdy filmowiec chce przecież, aby jego ujęcia były jak najbardziej płynne. Zwłaszcza, że monitory coraz większe i coraz więcej drgań na nich widać. Zachęcam jednak do szukania sposobów. Do eksperymentowania z kamerą. Po to ona jest. Próbujcie nowych metod i szukajcie własnych – bo do bólu gładkie, płynne obrazy zahaczają o animację. A do tego kamera nie jest potrzebna.

Rafał Muskała